czwartek, 23 marca 2017

Dietetyczny bohater: jarmuż

„Niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem.” (Hipokrates)

Chcę się dzielić z Wami wszystkim co najlepsze, taki charakter. :) Dlatego też wprowadzam nową serię, która po części jest też kontynuacją serii 'coś na włos', gdzie dzielę się z Wami niedocenionymi produkatmi, dostępnymi w Polsce, które pomogą Wam zachować dobre samopoczucie, zdrowie i pełnię życia, a co najważniejsze, przełoży się to również na kondycję Waszych włosów. Dietetyka w Polsce niestety wciąż jeszcze kojarzy się z ograniczeniami, przymusem i katorgami, co jest niezwykle smutne. Często pod pojęciem diety, nasuwa się od razu dieta redukcyjna, odchudzająca. Być może was zdziwię, ale dieta to tak naprawdę SPOSÓB ŻYWIENIA, więc w gruncie rzeczy, każdy z nas JEST NA DIECIE. I tylko od nas zależy jaka to dieta. 

Czy u Was w domu też, gdy ktoś wypowie nieznaną nazwę, która nie kojarzy się z ziemniakami lub pszenicą, od razu wzbudza podejrzenie i pojawia się odgórne założenie 'to nie może być dobre'. Niestety. A odkrywanie nowych smaków, nieprzepełnionych glutaminianem sodu, to naprawdę frajda. :) 

Dzisiaj na salony wjeżdża jarmuż


wtorek, 21 marca 2017

4 lata bloga, aktualizacja włosowa

Moi Kochani! W tym miesiącu mija dokładnie 4 lata odkąd z Wami jestem. Wszystko zaczęło się niewinnie. Blog miał być jedynie miejscem, w którym bedę rejestrowała postępy w pielęgnacji włosów a stał się moją przygodą i pasją. Jestem bogatsza o wiedzę, nowe doświadczenia, wspaniałe znajomości, które trwają do dziś, nie tylko w internetowej formie, ale także realnie. Czasu spędzonego z dziewczynami na naszej blogerskiej kawie, nie oddałabym za nic :). Trychologia stała się moją pasją i jest pięknym dopełnieniem dietetyki, z której udało mi się uzyskać już tytuł licencjata. Przez te lata pisało do mnie wiele z Was. Niektóre z chęcią polepszenia kondycji swoich włosów, inne z poważnymi chorobami zarówno układu pokarmowego jak i chorób skóry. Uczę się dla Was i staram się to robić najlepiej jak potrafię i wkładam w to serce a Wasze zdjęcia z postępami wywołują za każdym razem ogromny uśmiech na mojej twarzy. Po to to robię. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła pomagać Wam już z profesjonalnym sprzętem i na większa skalę. Nie ma nic piękniejszego w życiu niż kochać to co się robi i wciąż się w tym doskonalić. 


Z tej okazji przygotowałam podsumowanie w formie czteroletniej aktualizacji.
Zobaczcie ile się zmieniło  :) 

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Obalamy mity włosowe #1 podcinanie końcówek i tlen we włosach

Z racji, że na co dzień słyszę masę bzdur odnośnie włosów, które ' ktoś gdzieś usłyszał ' i ktoś gdzieś niedosłyszał pradwopodobnie, postanowiłam stworzyć serię obalającą powstające mity. Ludzie mają tendencję do wierzenia we wszystko co pokazują im media lub co przypadkowo gdzieś podsłuchają, na co jestem wyczulona. Sięgajmy do źródeł i miejmy pewność, że to o czym mówimy ma sens i jest prawdą. Moja siostra zawsze mi powtarzała, że od niewiedzy gorsza jest tylko wiedza połowiczna, z czym zgadzam się w stu procentach. Więc zapraszam do serii,  którą stworzymy razem. Mam świadomość tego, że świat i technologia wciąż idzie do przodu, powstają nowe badania i nowe sprzęty do ich wykonywania. Coś co dziś może być oczywiste, kolejnego dnia może okazać się nieprawdą. ( O tym przekonałam się w ciągu trzech lat studiów dietetyki :) ). A więc z otwartym umysłem zapraszam serdecznie do udzielania się, podsyłania linków i badań.  


Mit #1 Podcinanie końcówe sprawia, że dostaje się do nich tlen, przez co są lepiej odżywione.

Słyszeliście kiedykolwiek coś podobnego ?
Najsmutniejsze jest to, że autorką słów jest FRYZJERKA, do której udała się moja przyjaciółka.
Niejednokrotnie przekonałam się o tym, że wiedza współczesnych fryzjerów i fryzjerek pozostawia wiele do życzenia. I o ile stylizacja wychodzi im świetnie, o tyle kompletnie nie wiedzą nawet po co te końcówki podcinają. Ba, nie znają nawet podstawowych składników we włosie i jaki jest ich główny budulec. Oczywiście, nie mówię tu o wszystkich przypadkach, bo znam również takie, które nie osiadają na laurach skończonej szkoły, tylko nadal się zagłębiają i szkolą w swojej dziedzinie, za co naprawdę szacun :) 

Jak to jest z tym tlenem?

TO FAKT. Biorąc pod uwagę analizę chemiczną włosów, tlen stanowi ok. 21%, więc jest w tych włosach obecny. Ale żeby obalić tą teorię trzeba się zastanowić czym właściwie jest włos?
Jest to nitkowaty, zrogowaciały naskórek. Zabrzmi to może i niepokojąco, ale wszystkie włosy są martwe i nic nie możemy z tym zrobić. Kiedy włos wyrasta z cebulki( jedynej żywej części włosa) , nie wykazuje żadnej aktywności biochemicznej, nie jest unerwiony i jest nieczuły na ból. Więc niemożliwe jest, by w jakikolwiek sposób 'pochłaniał' tlen z powietrza przez 'otwarte końce'. Nawet nie wiem jak to wytłumaczyć, bo to ociera się dla mnie o absurdalną teorię i trzeba mieć naprawdę mocno rozwiniętą wyobraźnię i spore braki ze szkoły, by na coś takiego wpaść. :)

Jedyne wykorzystanie tlenu w trychologii to infuzja tlenowa skóry głowy, o której więcej możecie się dowiedzieć TU.

Po co podcinamy końcówki ?
Końce naszych włosów to najstarsza ich część. Pamięta ( w zależności od długości) to co robiliście z nimi przez ostatnie lata. Przypomnij sobie to farbowanie w  2012... Dawne czasy ? One to pamiętają. Tak samo jak wszystkie Twoje gorsze dni z diety, bez diety i czasy kiedy jeszcze nie było 'nowego roku i nowej Ciebie'. Łatwiej ulegają zniszczeniom, są słabsze i często się rozdwajają. Rozdwojone końce z czasem idą ku górze przez co rozdwojona jest coraz większa część włosa. Włosy podcięte na końcach, stają się z czasem coraz grubsze. Wpływa to zarówno na ich kondycję jak i ogólną estetykę.
Jak to wygląda w praktyce?



A Wy jakie ostatnio słyszeliście
włosowe mity? 


Pozdrawiam,
Justyna




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...